|
Od dyskietek do brudnych talerzy Grudzień to podobno miesiąc podsumowań, stąd w ostatniej pewnie w tym roku notatce przelecę (się) po wszystkich minionych grudniach, które opisałam na blogu. Archiwum jest zamknięte (bo wiadomo, siara niesamowita), ale jakieś rodzynki może się znajdą. W imię Cthulhu! 2004 "Już nie mogę patrzeć na tych wszystkich znękanych ludzi w autobusie, na ulicy, w szkole... bo dostaję świra." Obecnie nie mogę patrzeć na tych wszystkich radosnych ludzi w tramwaju, na ulicy, na uczelni... Bo zachodzę w głowę, z czego, do ciężkiej cholery, oni się tak cieszą. "Booziaczki:D" fffffffuuuuuuuuuuu "Ciekawe, kiedy się doczekam DVD albo chociaż naprawienia video." Siedem lat wystarczyło, żeby brzmiało to jak wyznania dziewczęcia dorastającego w epoce paleolitu. Kiedyś owszem, video rządziło, a razem z nim komputer Amiga (podłączany do telewizora, oczywiście, kto w mojej rodzinie wpadłby na tak futurystyczny pomysł, jak kupno monitora?), gra "Kajko i Kokosz" i wyścigi samochodowe, myszka z kulką i fluorescencyjnie pomarańczowy joystick. "Życzę wystrzałowego(i to dosłownie:)))))))))))) Sylwestra" HAHAHAHAAAA, a to mi się żart udał, przepyszny po prostu. W razie gdyby ktoś nie przedarł się przez gąszcz moich odkrywczych metafor- DOSŁOWNIE wystrzałowego...! Do tego tysiąc nawiasów, żeby emocje wręcz przygniatały czytelnika. 2005 "(...) mamy też świetną nazwę naszej formacji i nazwa sztuki też moim zdaniem jest po prostu fenomenalna."
Nazywałyśmy się Oksymoron, a przedstawienie "Cele jak cele" i do tej pory uważam, że było genialne. A potem przyszedł Marek i nasza okrutnie smutna sztuka z przesłaniem zmieniła się w pozytywną powiastkę o marzeniach (ale nie mam prawa narzekać, w końcu dostałam wtedy nagrodę za rolę ogrodniczki; wciąż pamiętam "Kalafior song"). "A tak poza tym, gram taką trochę słodką idiotkę, która rozkochuje w sobie mężczyzn, jest rozchichotana, miła, ale ma o sobie wysokie mniemanie." Ha, wiadomo! Przynajmniej teraz nie muszę grać!
"Dzisiaj wysłuchiwałam zwierzeń K., jak to wczoraj całował się ze swoją dziewczyną na przejściu dla pieszych przez 20 minut..." AŻ DWADZIEŚCIA MINUT? I TO NA PRZEJŚCIU DLA PIESZYCH? Nic dziwnego, że dziewczyna zniknęła potem tajemniczo ze szkoły, a po jakimś roku widziałam ją z wózkiem. Od takiego skandalicznego zachowania prosta droga do upadku. "(...) kółko teatralne jest kolejną grupą, która uważa mnie za świętoljebliwą kujonkę i jak dzisiaj użyłam słowa na "k", to uznały, że mają halucynacje." No patrz pani, teraz jedynym słowem na "k", które dziwi ludzi w moich ustach, to "kalarepa". "ps. Znacie takie uczucie, kiedy macie zły humor, ale jednocześnie wcale nie chcecie, żeby się polepszył:/?" Znamy, cenimy, taplamy się w nim namiętnie. "A jeśli jakaś lafirynda sprzątnie mi Go sprzed nosa? Nie ma na co czekać... chyba pora wziąć sprawy w swoje ręce:)!"
Wiadomo, że nie wzięłam. Wiadomo, że sprzątnęła. "(...) głupie uczucia. Chociaż, na dobrą sprawę, lepiej, że są, niż gdyby miało ich nie być..." Te, Coelho za dychę! Skończ już, na miłość boską. 2006 "Utrzymujmy nadal dla mojego komfortu psychicznego, że jestem genialną, pomysłową oraz absolutnie niezastąpioną kucharką..." Utrzymujmy. "Taa. A najlepiej wychodzi mi degustacja." Właśnie.
"niezbita pewność po prostu zniknęła.
kwik! kwik! :D aż dziw, że nigdy nie wpadłam w fazę grzywek na bok, makijażu pandy i wąchania kleju. Swoją drogą, ciekawe, na czyj temat się tak produkowałam. Jedno wiem na pewno- biedny chłopak na pewno nie miał pojęcia, że istnieję. "Jezus, widziałam przed chwilą polską Shibuyę i do tej pory jęczę z przestrachem. WTF, w jury Gosia Andrzejewicz? Jako kto, k*!@#, mentorka polskiej muzyki? No ale skoro niedawno wydała płytę pod tytułem "THE BEST OF GOSIA ANDRZEJEWICZ", to jaki problem zasiadać w loży jurorów programu muzycznego. No jaki, kochani moi."
...za 5 lat lepiej nie będzie, nawet kultura wysoka obniżyła loty, a niska już dawno zaryła nosem w muliste dno. "Popylam po domu w szpilkach (trening przed Sylwestrem)..."
Była to pierwsza poważna impreza w moim życiu, a także pierwsze poważne rozczarowanie, jako że idea "zabawy" proponowana przez fotostory w "Bravo" nie do końca pokrywała się z rzeczywistością. W gruncie rzeczy, w ogóle się nie pokrywała, ale za to doskonale pamiętam smak pizzy, którą wtedy jedliśmy i podglądanie przez okno jednej z koleżanek, która poszła na prawie-całość z ówczesnym chłopakiem. Boże, oni byli półnago, jakie to było niesamowicie brudne, złe i ekscytujące! "Puścieję od środka." Co tam dusza, płucka jeszcze miałam jędrne i różowe, ale to se ne vrati. "I jeszcze słucham Vicente Amigo (wyjdę za niego, mogę na niego zarabiać, byleby cały czas grał mi na gitarze)"
Kto wie, ten wie, że mi przeszło. A mój chłopak jest maklerem giełdowym. 2008 Pusto. Widać przeżywałam kolejną miłość rozrywającą trzewia. Ale pamiętam, że Sylwester tamtego roku był zajebistą rzeźnią, podczas której pierwszy raz w życiu piłam wódkę (w ogóle) i szampana (z wódką), pierwszy raz w życiu wypaliłam tyle papierosów i co za tym idzie, pierwszy raz w życiu miałam diabelskiego kaca, który zmienił moje postrzeganie świata, zniszczył moją wiarę w Boga, człowieka, świat i złamał mi serce. Chorowałam potem dobre dwie doby. Ale prawdopodobnie mnie owe szaleństwa zahartowały, bo potem słynęłam już tylko z mocnej głowy. Oprócz tego wspomnienia (i tak dość mglistego)- amnezja. 2009 "Wczoraj odrobiłam lekcje i było to całkiem ciekawe doświadczenie, ale postaram się nie powtarzać tego za często."
W istocie, nie powtarzałam, czym zapracowałam sobie na miano klasowego lesera. Ale je ne regrette rien, jak śpiewał Piotr Rogucki. O liceum mogłabym napisać jakąś skromną trylogię. "W dzieciństwie uwielbiałam "w mordę jeża". To było takie rebelianckie. Czy "wolę jeża od papieża" to dobra vlepka?"
Bardzo dobra. Produkcja vlepek jest jednym z przedsięwzięć, które trafiły na Listę Doskonałych Pomysłów Sary i Kulki (Które Nigdy Nie Zostały Wprowadzone W Życie). To znaczy, pomysły nie zostały wprowadzone. My chyba tak. "A propos Benka. Widzieliście, jaką piękną wykonał glebę? (...) Poza tym, gdyby nie tiara, efekt byłby marny." Eee, natrząsanie się z kleru jest już niemodne. 2010 Znów pusto. Ale o ile pamiętam, to był bardzo przyjemny czas, przed maturą, ale jednak jeszcze długo przed, więc beztroska się nas trzymała. Święta były smakowite, chociaż równolegle przeżywałam najbardziej restrykcyjny okres swojego wegetarianizmu i z gorliwością neofitki pisałam maile do producentów i odrzucałam kolejne marki słodyczy, chipsów i jogurtów. Nawet na pieczywo patrzyłam podejrzliwie (W TEJ BUŁCE NA PEWNO SĄ SPROSZKOWANE ŚWIŃSKIE KOŚCI). Pod choinkę dostałam dużo ciuchów i żadnej książki, przez co zapewne straciłam na intelekcie, ale zyskałam na atrakcyjności. Sylwestra natomiast spędziłam w uroczym towarzystwie anginy z piekieł. 2011 Przedłużam, bo czuję presję zajebistej puenty, która chyba mimo wszystko się nie pojawi. Sprawa jest otwarta, rok się nie skończył. Dość powiedzieć, że jeszcze nie spadł przyzwoity śnieg, a najbardziej palącą kwestią tego grudnia są zalegające w zlewie (jakoś od Andrzejek) brudne naczynia mojego współlokatora, któremu zmywanie po prostu uwłacza. I właśnie o współlokatorze (sztuk: 1), współlokatorkach (sztuk: 2) i naszym barwnym życiu (w najbardziej mrocznej dzielnicy Poznania) będzie następnym razem. Stay tuned. youlia 2011-12-15 20:26:39 skomentuj (1) |
||||